Doradca zarządu, który myśli jak Willy Wonka i działa jak Mark Watney – przepis na marketing bez chaosu

Doradca zarządu, który myśli jak Willy Wonka i działa jak Mark Watney - przepis na marketing bez chaosu

Czy doradca zarządu to bardziej Gandalf czy Batman? Zacznijmy od szczerego wyznania: mam już trochę siwych włosów (OK, trochę więcej niż trochę). Przerobiłem w życiu więcej kampanii niż Clint Eastwood miał ról. I z całym tym doświadczeniem dochodzę do wniosku — każdy właściciel firmy zasługuje na doradcę zarządu, który potrafi zarówno marzyć, jak i planować.

Nie takiego, co rzuca modnymi frazami jak „synergia omnichannelowa z user centric growth hackingiem”, tylko takiego, co umie zrobić coś z niczego. Trochę jakby Willy Wonka i Mark Watney otworzyli razem agencję marketingową.

Co z tego masz Ty? Ten artykuł to nie teoretyczna bajka. To mapa. Po lekturze będziesz wiedzieć:

  • kto może być Twoim osobistym Wonka-Watney’em,
  • dlaczego warto mieć doradcę zarządu,
  • i jak uporządkować marketing bez kolejnego „eksperta” od lania wody.

W tym artykule znajdziesz: Ukryj

Kim właściwie jest doradca zarządu i dlaczego powinno Cię to obchodzić w Twojej pracy?

Doradca zarządu to taki człowiek, który stoi na mostku kapitańskim, ale nie dlatego, że chce robić zdjęcia z drona. Tylko dlatego, że ogarnia kierunek, wiatr i to, czy płyniemy w stronę wysp z klientami, czy zderzamy się z górą lodową algorytmu Google.

Nie musi mieć tytułu MBA ani chodzić w garniturze z koszulą jak u Willa Smitha w W pogoni za szczęściem. Ale musi:

  • rozumieć Twój biznes,
  • widzieć więcej niż tylko lajki,
  • i potrafić powiedzieć: „Houston, mamy problem – i plan awaryjny.”

Doradca zarządu w marketingu nie sprzedaje Ci złotych gór. On mówi: „Masz dwa wiaderka farby, jedną ścianę i trzy dni – to malujemy, a nie wymyślamy fresk Michała Anioła na suficie.”

Jak powiedziałby Forrest Gump:
„Life is like a box of chocolates – you never know what you’re gonna get.”
Życie (i marketing) to pudełko czekoladek. Ale dobry doradca sprawi, że trafisz na te z nadzieniem, które lubisz, a nie na miętowe niespodzianki.


Dlaczego Twój doradca zarządu powinien mieć w sobie coś z Willy’ego Wonki?

Nie, nie chodzi o to, żeby chodził w cylindrze i rozdawał bilety do fabryki. Chodzi o wyobraźnię, tworzenie świata wokół produktu i umiejętność opowiadania historii, która wciąga jak netflixowy serial.

Wonka tworzył coś więcej niż słodycze. Tworzył doświadczenie. Klient nie jadł czekolady – on wchodził do magicznego świata, gdzie wszystko było możliwe.

Cytat z „Charlie i Fabryka Czekolady”:
„A little nonsense now and then is relished by the wisest men.”
„Odrobina szaleństwa raz na jakiś czas – to coś, co cenią nawet najmądrzejsi.”

Marketing nie musi być nudny. Nie może być. Ludzie nie kupują produktów – kupują emocje, opowieści, obietnice. Tak działa Apple. Identycznie działa Netflix. Tak samo działa mała kawiarnia z Gdańska, która na każdej filiżance pisze imię klienta i… cytat z klasyki filmowej. („Here’s looking at you, kid.”)

Twój doradca musi umieć powiedzieć:
„Masz jeden produkt – ale my zbudujemy wokół niego świat. I zaprosimy klientów jak do ekskluzywnego seansu.”

Fabryka czekolady i Willy Wonka doradca zarządu - metafora współczesnego lejka sprzedażowego
Fabryka czekolady i Willy Wonka doradca zarządu – metafora współczesnego lejka sprzedażowego

…i jednocześnie zadziałać jak Mark Watney na Marsie – komentarz?

Czy widziałeś Marsjanina? Matt Damon jako Mark Watney zostaje sam na Marsie, bez jedzenia, zapasów i Wi-Fi. I co robi? Nie panikuje. Liczy, planuje, sadzi ziemniaki i mówi:

“I’m going to have to science the shit out of this.”
„Muszę wycudować z nauki wszystko, co się da.”

I właśnie o to chodzi w dobrym doradztwie. Nie masz budżetu wielkości NASA? OK. Ale masz:
✅ produkt,
✅ trochę danych,
✅ historię do opowiedzenia.

Twój doradca musi być jak Watney:

  • Zrobi kampanię z taśmy klejącej,
  • Wymyśli lead magnet, który przyciągnie jak Netflix wieczorem w niedzielę,
  • Znajdzie sposób, by nawet z jednej podstrony zrobić maszynkę do konwersji.

Zamiast narzekać na algorytmy Facebooka, powie:
„Dobra, mamy Instagram, 300 zł na reklamę i godzinę Twojego czasu tygodniowo – zróbmy z tego coś, co działa.”

Kampania Google Ads
Kampania Google Ads

Pięć nieoczywistych spostrzeżeń o mikrofirmach, które zmieniają grę

1. Defensywny model działania

Wielu właścicieli małych firm nie tworzy potrzeb – tylko reaguje na to, czego klienci chyba oczekują. Tak jakby robili marketing, trzymając rękę na pulsie… konkurencji. Czyli bardziej: „żeby nie być gorszym” niż „żeby być wybitnym”.

To tak, jakby na balu przebierańców ubrać się jak 8 innych osób, żeby nie odstawać. Efekt? Giniesz w tłumie Piratów z Karaibów, a mogłeś być jedynym Jedi z Radomia.

Zamiast więc czekać, aż klient zapyta – edukuj go. Doradca, który rozumie, jak wyróżnić firmę, uczy Cię, jak być trochę na przodzie stawki, a nie tylko ogonem peletonu. Nawet jeśli startujesz z małego miasta i masz jedną lodówkę, jeden telefon i bardzo ograniczoną cierpliwość do trendów na TikToku.


2. Niska innowacyjność marketingowa

Tu nie chodzi o roboty i sztuczną inteligencję. Innowacja to często nowy sposób mówienia o tym, co już masz.

Polskie mikrofirmy rzadko testują inne formy promocji, niż „wizytówka Google + reklama lokalna w gazecie”. Tymczasem w krajach rozwiniętych, nawet najmniejsze firmy robią testy A/B, korzystają z content marketingu i e-mail automation (czyli… „wysyłania automatycznych maili bez konieczności bycia nocnym zombie”).

“If you always do what you’ve always done, you’ll always get what you’ve always got.”
„Jeśli zawsze robisz to, co zawsze robiłeś – zawsze dostaniesz to, co zawsze dostawałeś.” – klasyk motywacyjny, ale działa.


3. Przywiązanie do lokalności i autentyczności

To nie wada – to Twoja tajna broń marketingowa.

Klienci coraz częściej ufają małym firmom bardziej niż wielkim korporacjom. Szczególnie, gdy widzą twarz właściciela, jego historię i… pieska na Instagramie. 🤷‍♂️

Znasz swoją dzielnicę. Ludzie Cię widują. Nie próbuj więc udawać Amazona – buduj narrację opartą na zaufaniu, prawdziwości i lokalnych wartościach.

Case: fryzjerka z Olsztyna, która zaczęła wrzucać story, jak pakuje kawę do termosu przed otwarciem salonu – zyskała 3x więcej zapisów, bo ludzie poczuli się jakby ją znali.


4. Syndrom sprintera

Działasz 3 tygodnie z mocą Tony’ego Starka… a potem cisza. Potem znów przez tydzień spamujesz ofertą, a później znikasz jak Nolan po premierze „Oppenheimera”.

Taki rytm zabija zaufanie klientów.

Marketing potrzebuje systemu, nie zrywów. Nawet jeśli masz mało czasu, da się to ogarnąć z doradcą, który pomaga Ci ustawić „dyżury marketingowe” jak ekspres do kawy z timerem.

Jak mawiał Rocky:
„It ain’t about how hard you hit. It’s about how hard you can get hit and keep moving forward.”
„Nie chodzi o to, jak mocno uderzasz – chodzi o to, ile ciosów możesz przyjąć i iść dalej.”
…czyli dokładnie to, co robisz, kiedy nikt nie reaguje na Twój post przez 3 dni, a Ty i tak wrzucasz następny.


5. Niechęć do zewnętrznych ekspertów

„Bo nikt nie zna mojego biznesu lepiej niż ja”. Jasne. Ale czy Ty też sam wymieniasz silnik w aucie i robisz koronki u dentysty?

Mikroprzedsiębiorcy często uważają, że muszą ogarniać wszystko – marketing, sprzedaż, faktury, social media, księgowość, jeszcze ugotować obiad i zaktualizować WordPressa.

A potem pytają: „Dlaczego mam tylko 3 wejścia dziennie na stronę?”
Odpowiedź: Bo zamiast rozwijać firmę, kręcisz się w kółko jak Kevin Bacon w „Footloose”, tylko bez muzyki.

Dobry doradca zarządu nie odbiera Ci kontroli – daje Ci narzędzia i uczy, jak je używać bez spalenia bezpieczników.


Unikalna propozycja wartości Sukces Studio w praktyce

OK, skoro już wiemy, czym doradztwo nie jest – czas pokazać, czym jest. A konkretnie – czym jest Sukces Studio.

Bo nasz system to nie „wróżenie z fejsbukowych zasięgów”. My:

✅ Zamiast zgadywać, robimy plan

Analiza Twojej strony, oferty i klienta. Budujemy konkretny, mierzalny system.
Zero waty cukrowej. Same liczby.

✅ Przejmujemy ciężar marketingu

Nie musisz już grać w „sam sobie sterem, żeglarzem, copywriterem i grafiką w Canvie”.

✅ Projektujemy, by sprzedawać

Strona to nie ulotka. To maszyna do przyciągania klientów. Projektujemy ją tak, by naprawdę działała.

✅ Konsultacje strategiczne

To nie coaching. To konkret. Siadasz z nami i w 60 minut wiesz, co robić, żeby nie błądzić. Tak jakby ktoś wreszcie podał Ci instrukcję składania szafy z IKEA – po polsku.


“You talkin’ to me?” – pytał De Niro w „Taksówkarzu”.
Jeśli teraz mówisz do ekranu: „Okej, to brzmi jak coś dla mnie” – to świetnie. Bo następny krok może być darmowy.


Bezpłatna konsultacja informatyczno-marketingowa: kto skorzysta najwięcej?

Masz firmę. Nie jesteś agencją, tylko realnym człowiekiem z realnymi problemami: brak ruchu na stronie, brak klientów, brak sensu w tych całych social mediach. Brzmi znajomo?

To właśnie dla Ciebie jest bezpłatna konsultacja ze mną Maciejem Zieglerem – gościem, który łączy techniczne z marketingowym i nie każe Ci „podnieść zaangażowania przez storytelingowy rebranding UX-a w omni-kanale”. On mówi po ludzku. Jak człowiek. Z siwym doświadczeniem i młodym zapałem.

Zobacz, kto skorzysta najwięcej:

1. Właściciele firm na startowym biegu

Masz stronę albo sklep? A może dopiero chcesz założyć?
Dowiesz się:

  • jak powinien wyglądać projekt, żeby nie odstraszał jak reklama z lat 90,
  • co musi się znaleźć, żeby klient wiedział, co kliknąć,
  • i jak w ogóle zacząć, żeby nie przepalić budżetu w stylu: „Połowa pieniędzy poszła na reklamę. Nie wiem która połowa.”

2. Firmy z ruchem jak w niedzielę rano w skansenie

Miałeś kiedyś ruch na stronie, a teraz cisza?

  • Sprawdzimy, co poszło nie tak – SEO, UX, Google?
  • Podpowiemy, co poprawić bez totalnego remontu,
  • Damy strategię odzyskania zasięgów i konwersji – czyli klików, które kończą się zakupem, a nie tylko zamknięciem karty z westchnieniem: „meh…”

3. Przedsiębiorcy planujący modernizację strony

Masz stronę z 2015 roku, która wygląda jakby nadal używała Gadu-Gadu jako kanału kontaktu?

  • Konsultacja to moment, w którym wspólnie decydujemy:
    czy robimy lifting, czy trzeba chirurgii plastycznej.
  • Zobaczysz, co można zrobić bez rewolucji,
  • A co warto totalnie przerobić – dla dobra konwersji, klienta i Twojego świętego spokoju.

“Hope is not a strategy”
„Nadzieja to nie strategia” – jak mawiał bohater „Służb specjalnych” (i każdy doradca, który widział 200 stron www bez call to action).

📍 Zapisz się na bezpłatną konsultację: formularz kontaktowy tutaj


Jak wygląda współpraca krok po kroku — od audytu do wdrożenia

Nie lubisz chaosu? My też nie. Zobacz, jak wygląda proces, który wdrażamy z mikrofirmami. Żadnego lania wody – same konkretne etapy.


Krok 1: Diagnoza bez znieczulenia (ale z herbatą)

Zaczynamy od audytu – ale spokojnie, to nie 40 stron PDF-a, którego nikt nie czyta.
To rozmowa, analiza strony, Twojej oferty i ruchu. Patrzymy, co działa, co nie, i dlaczego.
To trochę jak przegląd techniczny auta – sprawdzamy hamulce, silnik i to, czy Twój e-mail działa.


Krok 2: Warsztat „Wonka Workshop™”

Czyli planowanie strategii, której Ty rozumiesz każdy element.
Bez „lejków marketingowych na poziomie funnel mapping automation pod API”.
Po prostu:

  • kto ma być Twoim klientem,
  • co do niego mówimy,
  • gdzie go spotykamy.
    Czyli wiesz, co robimy i po co. Jak w dobrym przepisie na pierogi – nie ma niespodzianek typu ananas w środku.

Krok 3: Sprint Watney’a

Zasoby są jakie są. Nie jesteśmy Apple. Ale da się robić kampanię z tego, co masz:

  • prosta, ale skuteczna strona,
  • reklama, która nie woła tylko „Kup teraz!”,
  • treści, które edukują, a nie nudzą.

My to nazywamy: Ziemniaki + Gmail = strategia wartą tysiące.


Krok 4: Optymalizacja i skalowanie

Działa? Świetnie. To teraz mierzymy, co najlepiej działa, i robimy więcej tego.
Nie działa? Poprawiamy.
Masz dashboard (czyli pulpit nawigacyjny jak w Tesli), wiesz, co klikają klienci i co ich odstrasza.


Cytując znowu kino – tym razem „Incepcję”:
“You mustn’t be afraid to dream a little bigger, darling.”
„Nie bój się marzyć nieco śmielej, kochanie.”
My tylko dodajemy: i mieć plan, jak te marzenia realizować.


Historie sukcesu: od chaosu do systemu

Nie musisz mi wierzyć na słowo. Oto kilka prawdziwych historii przedsiębiorców, którzy wzięli udział w konsultacji (dane są zmienione – obiecałem nie nie zdradzać za dużo) i… w końcu zaczęli oddychać.


📚 Antek-Antykwariusz, internetowy sklep z używanymi książkami

Problem:
Strona wyglądała jak perfekcyjna półka w bibliotece – równiutkie grzbiety, zero kurzu – ale… absolutne zero transakcji. Google widziało ją tak często, jak czytelnik widzi Finneganów Tren na plaży w Mielnie.


Co zrobiliśmy (w wielkim skrócie)

EtapKonkretDlaczego to zadziałało?
1. Słowa kluczowe z długiego ogona„kup starodruki”, „pierwsze wydania Prusa”, „antykwariat online Śląsk”Trafiamy do ludzi naprawdę szukających rarytasów, zamiast bić się o ogólne „książki”
2. Metadane & opisyKażda książka ma „pitch” jak z targów bibliofilów + meta title & descriptionGoogle dostaje konkret, a czytelnik historię, dzięki czemu klik i zakup to jeden ruch
3. Struktura URL + nawigacja/pierwsze-wydania/prus-lalka-1890 zamiast /sklep?produkt=12345Łatwiej dla botów, łatwiej dla ludzi, zero labiryntu Minotaura
4. Blog eksperckiFelietony o tym, jak rozpoznać XIX-wieczny papier, wywiady z kolekcjoneramiBudujemy autorytet i przyciągamy ruch jak magnes na opiłki żelaza
5. Multimedialne smaczkiZdjęcia, krótkie klipy „unboxingu” starodruku, infografiki o konserwacjiWzrokowcy zostają dłużej, algorytm to lubi
6. Harmonogram publikacji2 wpisy tygodniowo przez 12 miesięcyGoogle kocha regularność, a klienci zaczynają czekać jak na nowy odcinek serialu
7. Kampania Facebook Ads (lokalny target)Rodzice, kolekcjonerzy, miłośnicy historii z regionuTani klik, bo konkurencja niższa niż przy nowych bestsellerach

PRO TIP: Wetknęliśmy feed do Google Merchant Center – dzięki temu pierwsze wydania Sienkiewicza wyskakują w Zakupach Google szybciej niż Quo Vadis w szkolnej liście lektur.


Efekt (mierzalny, nie „pachnący”) 🚀

  • Ruch: od 0 do 20 400 odwiedzin w 13 miesięcy.
  • Widoczność: 3 600 słów w TOP 10 i 9 310 w TOP 50.
  • Sprzedaż: konwersja skoczyła z 0,4 % do 2,8 % (czyli ×7).
  • Zwrot inwestycji: pierwsze koszty SEO zwróciły się po 5 miesiącach, a od 8. miesiąca klient reinwestuje w nowy zapas książek zamiast w Google Ads.

Antek: „Na początku myślałem, że SEO to czarna magia – teraz widzę wykresy i wiem, które słowo przyniosło zamówienie pierwszego wydania Sklepów cynamonowych. W końcu przestałem zgadywać i zacząłem czytać liczby.”


Najważniejsze lekcje dla innych e-antykwariatów

  1. Opowieść sprzedaje papier – urok starodruku trzeba opisać, nie tylko pokazać.
  2. Długi ogon to Twój przyjaciel – fraza „książki kolekcjonerskie Warszawa” ma konkurencję wielkości trolls’owego mostu; „pierwsze wydanie Lema 1951” – praktycznie zerową.
  3. Blog = silnik ruchu – jedno dobre study-case potrafi przyciągnąć tyle wejść, co płatna kampania za kilkaset złotych.
  4. Merchant Center + struktura danych – wyszukiwarka produktów Google to autostrada, z której wciąż mało kto w branży korzysta.
  5. Regularność bije zryw – lepiej pisać co tydzień, niż raz wrzucić epopeję na 5 000 słów i zniknąć na pół roku.

“Knowledge is power.”
„Wiedza to potęga.” — Francis Bacon (nie Kevin, choć Kevin też miał przebłysk mądrości w Footloose).
Nasze grzebanie w danych dało klientowi właśnie potęgę decyzji opartych na faktach.


Chcesz, żeby Twoje ciche półki w e-sklepie zamieniły się w głośny dział sprzedaży?
Daj znać – pogrzebiemy w metadanych, posadzimy blogowego kwiatka i dopilnujemy, by Google pokazało Cię dokładnie tym, którzy już szukają Twoich literackich perełek.


🏡 Domki letniskowe „Czarny Kot” nad Soliną – jak Bieszczady zaczęły sprzedawać się same (no prawie)

Problem:
Miejsce? Magiczne. Lokalizacja? Marzenie – blisko zapory, widok na góry, jeziora na wyciągnięcie ręki. Ale strona internetowa… cóż, wyglądała jakby została porzucona na szlaku w połowie wędrówki.
Mimo że oferta była naprawdę atrakcyjna, strona notowała tylko 150 odwiedzin miesięcznie. Brakowało przejrzystości, treści, opinii i… sensownego pozycjonowania.

„Było jak z Bieszczadami – jak już tam trafisz, to wracasz. Ale najpierw trzeba tam w ogóle trafić” – mówi właścicielka.


Co zrobiliśmy (i dlaczego to działa)

  1. Zrobiliśmy generalny remont strony
    Nie chodziło o kosmetykę – to był pełny „domek od fundamentów”:
    • nowa szata graficzna,
    • intuicyjne menu,
    • sensowny podział na domki, ceny, dostępność i kontakt.
  2. Dodaliśmy opisy atrakcji i lokalny kontekst
    Nie każdy wie, co można robić w okolicach Soliny. My to opowiedzieliśmy, pokazaliśmy i podlinkowaliśmy. Powstał blog i przewodnik — prawdziwy magnes SEO.
  3. SEO i content marketing
    • optymalizacja słów kluczowych (np. „nocleg z widokiem na zaporę Solina”, „domki blisko Zalewu Myczkowieckiego”),
    • wpisy blogowe o lokalnych atrakcjach, poradniki dla turystów,
    • struktura URL i metadane na medal.
  4. Galeria zdjęć, która sprzedaje oczami
    Bo przecież nikt nie zarezerwuje domku, którego nie widać. A teraz widać i to z każdej strony — nawet z kotem na parapecie.
  5. Dodaliśmy opinie z Google i Booking.com
    Social proof działa. I nie w formie kopiuj-wklej z WordPressa, tylko prawdziwe opinie z linkiem do źródła.

Efekt: ruch ×12, konwersje ×4

📈 W ciągu niecałego roku:

  • Ruch wzrósł z 150 do ponad 2 500 odwiedzin miesięcznie.
  • Strona ma ponad 3 000 słów w TOP 10 i rośnie dalej.
  • Klienci przychodzą z Google, wracają z bloga i zostają dzięki galeriom i opiniom.

🎯 Liczba rezerwacji:

„W poprzednim sezonie miałam wolne weekendy. Teraz? Najpierw dzwonią, potem klikają, a ja… muszę zainwestować w drugi kalendarz rezerwacji.”


Cytat od właścicielki:

„Zawsze wierzyłam, że miejsce się samo obroni. Ale dopiero teraz, gdy strona naprawdę pokazuje, co mamy do zaoferowania, zaczęliśmy być widoczni. I ludzie zaczęli wracać – nie tylko do Bieszczad, ale do nas.”


Wniosek:
Czasem masz wszystko — tylko strona nie umie tego powiedzieć. Gdy tylko to poprawisz, góry same zaczynają przyciągać klientów. My tylko podajemy mapę i kompas.


🐶 Hodowla psów ze Świętokrzyskiego, czyli jak Google Moja Firma obudziło telefony

Problem:
Pani Kasia prowadziła legalną, domową hodowlę psów w Świętokrzyskiem. Rasa piękna, opieka wzorowa, szczeniaki zadbane, a mimo to… telefon milczał jak grobowiec w Zagnańsku po sezonie turystycznym.

Nie było strony. Nie było wizytówki w Google. Klienci szukali „hodowla [rasa] w świętokrzyskim” i trafiali do konkurencji z 2010 roku i zdjęciami z kalkulatora.

Co zrobiliśmy:

  • Założyliśmy Google Moja Firma (czyli wizytówkę, która pokazuje się na mapach, w wyszukiwarce i pomaga klientom trafić do Ciebie, zamiast do kogo popadnie).
  • Stworzyliśmy prostą stronę internetową — bez wodotrysków, ale z informacjami, zdjęciami, formularzem i numerem telefonu.
  • Zadbaliśmy o SEO lokalne — czyli żeby Google wiedziało, że hodowla istnieje tu, w regionie, i że warto ją pokazywać szukającym.

Efekt?
📍 Na drugi dzień po uruchomieniu wizytówki w Google Moja Firma ktoś zadzwonił:
„Dzień dobry, widzieliśmy w Google, że ma pani szczeniaki…”.
📲 Po niespełna tygodniu od odpalenia strony, telefon dzwonił regularnie — i nie była to babcia dopytująca o obiad.
🚀 Klienci mówili wprost: „Znaleźliśmy przez Google” albo „ze strony internetowej”.


„Nie sądziłam, że to aż tak szybko zadziała” – mówi Pani Kasia.
„Wcześniej liczyłam tylko na polecenia. Teraz mam ludzi z całego regionu – i wiem, że mnie znajdą, nawet jak nie mają kuzynki, co zna sąsiadkę po mężu.”


Wniosek:
Lokalna firma + dobrze uzupełniona wizytówka + konkretna strona = efekty szybciej, niż schodzą pączki w Tłusty Czwartek.

Najczęstsze błędy zarządów w marketingu (i jak ich nie popełniać)

Doradca zarządu nie powinien być „głosem z offu” – on ma być jak dobry reżyser: wie, co wyciąć, gdzie dodać napięcie, a gdzie dodać… wezwanie do działania.

Zobacz 7 grzechów głównych zarządów (szczególnie w mikrofirmach), które powodują, że marketing zamiast działać, robi „pufff” i znika jak scena po napisach końcowych.


1. Zakochanie się w „ładnym” bez „działającym”

Design to nie dekoracja tortu. To mapa prowadząca klienta do celu.
Strona może być piękna jak Scarlett Johansson, ale jeśli nie ma CTA (call to action – wezwania do działania), to klient patrzy i… idzie dalej.


2. Zabójcza wiara w lajki

Lajki to nie waluta. Polubienia nie płacą faktur.

“Nie da się zjeść lajków na obiad” – to cytat z jednego z moich klientów. I miał rację.


3. Brak danych = wróżenie z fusów

Podejmowanie decyzji bez mierzenia czegokolwiek to jak prowadzenie auta w nocy bez świateł, bo „przecież znam trasę”.


4. Micromanagement: „Ja zrobię wszystko sam”

To zrozumiałe. Chcesz mieć kontrolę. Ale doradztwo to nie oddanie sterów – to nawigacja.
Zamiast próbować być Batmanem, bądź Brucem Wayne’em. I zatrudnij swojego Alfreda – czyli nas.


5. Brak powtarzalności działań (czyli „jak mi się przypomni”)

Marketing to nie przyprawa – to składnik główny. Brak systemu = brak wyników.

Jak mawiał Maximus w „Gladiatorze”:
“What we do in life echoes in eternity.”
„To, co robimy za życia, odbija się echem w wieczności.”
A w marketingu? Odbija się… w Analyticsie.


6. Brak wyraźnej oferty

Klient nie może się domyślać. Nie jesteś Szekspirem, tylko przedsiębiorcą. Pisz jasno: co sprzedajesz, za ile i dla kogo.


7. Ignorowanie lokalnych atutów

Masz firmę w Toruniu? Powiedz o tym. Pokaż mapkę, użyj lokalnych słów.
Lokalność = zaufanie.
Zaufanie = sprzedaż.


Podsumowanie od filmowej fantazji do twardych wyników i sukcesu na rynku

Zaczęliśmy od Willy’ego Wonki i Marka Watney’a. Po co?

Bo dobry doradca zarządu to ktoś, kto potrafi marzyć i planować, tworzyć światy i sadzić ziemniaki – wszystko jednocześnie.

Dlatego:

  • pomaga Ci tworzyć markę, której ludzie nie tylko potrzebują, ale i chcą,
  • zamienia chaos w systematyczny plan,
  • nie mami złotymi górami, tylko stawia realne kroki, które możesz wdrożyć już dziś.

Jeśli chcesz przestać gasić pożary i zacząć projektować sprzedaż, zamiast się jej domyślać – to jest ten moment.


✋ FAQ – najczęstsze pytania


1. Kim różni się doradca zarządu od agencji marketingowej?

Agencja działa wykonawczo – zlecasz → robią.
Doradca zarządu doradza strategicznie – analizuje Twój biznes, szuka rozwiązań szytych na miarę i tworzy system, a nie tylko kampanię.


2. Czy firma jednoosobowa potrzebuje doradcy zarządu?

Tak – szczególnie. Bo jesteś sam, a czas to najdroższa waluta.
Doradca pomaga Ci skupić się na działaniach, które mają sens i które można wdrożyć bez armii ludzi.


3. Ile kosztuje doradztwo – i czy to się zwraca?

Pierwsza konsultacja jest bezpłatna.
A dalsze działania są skalowalne – nie płacisz jak za Mercedesa, jeśli potrzebujesz skutera.
Zwrot? Klienci, którzy zaczynają mierzyć, widzą wzrosty od 30% do 200% w konwersji.


4. Co przygotować przed pierwszą konsultacją?

  • link do swojej strony
  • 3 rzeczy, które Cię wkurzają w marketingu
  • kubek herbaty lub kawy i otwartą głowę

5. Jak mierzyć efekty pracy doradcy?

Dzięki narzędziom (Google Analytics, heatmapy, formularze), widzisz:

  • więcej ruchu?
  • więcej zapytań?
  • więcej sprzedaży?
    To znaczy: działa.

✅ CTA – gotowy krok?

Nie czekaj, aż kolejny raz powiesz sobie:
„Znowu próbuję sam. I znowu nie wiem, czy to działa.”

📞 Umów się na bezpłatną konsultację z Sukces Studio – z człowiekiem, który

  • był na Marsie (prawie),
  • zna smak czekolady (zdecydowanie),
  • i wie, jak uporządkować Twój marketing bez lania wody.

👉 Kliknij tutaj, by się umówić

📅 Informacje E-E-A-T


Kim jestem?

Nazywam się Maciek Ziegler. Jestem inżynierem specjalistą od rozwiązań internetowych i na co dzień pomagam właścicielom małych firm uporządkować marketing i sprzedaż – tak, żeby w końcu zaczęły działać.

Nie tworzę stron, czy też treści do nich. Od tego mam świetny zespół 😉
Moja rola to znaleźć źródło problemu, zadać właściwe pytania i wskazać kierunek.
Rozmawiam z klientami, analizuję ich sytuację i łączę kropki: co działa, co nie działa i dlaczego Twoja firma nie zarabia tyle, ile mogłaby.

Wspólnie z zespołem budujemy systemy, które naprawdę wspierają sprzedaż: strony, treści, lejki, YouTube, strategia – wszystko po coś i dla kogoś.

Bez ściemy, bez lania wody, wykorzystując najnowsze narzędzia i bezpłatne rozwiązania.
Jeśli czujesz, że robisz dużo, a efekty są marne – porozmawiajmy.

📌 Znajdziesz mnie też tutaj:
➡️ LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/maciejziegler/
📺 YouTube: https://www.youtube.com/@sukcesstudio